11/16/2012

Imagine - Zayn.

Safaa była w szpitalu. Rodzice w pracy, a Zayn zresztą zbyt mało czasu spędzał z rodziną, więc postanowił to w jakiś sposób wynagrodzić. Pojechał do młodszej siostry. Wszedł do szpitala, po czym idąc białym, niemalże przerażającym korytarzem, który – jego zdaniem – nie miał końca, szukał sali 23. W końcu zapukał i wszedł do środka. Rozejrzał się chwilę, po czym ujrzał Safee, a naprzeciwko niej okropnie bladą, drobną brunetkę. Miała na oko 18-19 lat. Siedziała i rozmawiała z jego młodszą siostrą.
W tym samym momencie mała Safaa odwróciła się i ujrzawszy ukochanego brata, rzuciła mu się w ramiona.
- cześć malutka. - powiedział tuląc ją do siebie. - jak tam?
- super! - odparła mała. Spojrzał na igłę wbitą w jej rękę i odruchowo syknął. - a to jest [T.I.]. ona jest chora na raka, wiesz?
Spojrzał na brunetkę, a ta uśmiechnęła się do Safyy i wyszła z sali. Dziwnie to zabrzmi, ale miała w sobie coś, co zdecydowanie przyciągnęło do niej Zayn'a.



KILKA DNI PÓŹNIEJ

- więc od kiedy tu jesteś? - zapytał Zayn, siedząc przy łóżku nieznajomej. Safaa była już wypisana ze szpitala.
- od czterech miesięcy. - odparła. - nie mam już szans na przeżycie, ale to może nawet dobrze.
- co? Dlaczego tak twierdzisz? - spojrzał na nią.
- wiesz, jakoś nigdy nie byłam specjalnie bogata, popularna, ładna i takie tam. - odpowiedziała. - nie miałam nikogo, jeśli odejdę to nikt się tym nie przejmie.
- nie mów tak, proszę... - chwycił jej dłoń i wpatrywał się w nią.
- ojciec alkoholik, pewnie teraz siedzi w domu i chla. - parsknęła.- mama projektantka mody, dobrze wie, że zostało mi góra miesiąc życia, ale i tak woli zajmować się karierą.
- przykro mi..
- mam dość mojego życia. - westchnęła.
Zayn'owi dało to dużo do myślenia. Przeprosił nowo poznaną dziewczynę i poszedł do lekarza. Wypisał ją na życzenie. Znał ją tydzień, może dwa? Czuł do niej zdecydowanie coś więcej niż znajomość, czy przyjaźń.
Wrócił szeroko uśmiechnięty.
- pakuj się. - powiedział, a dziewczyna spojrzała na niego pytająco. - no spakuj się, przebierz i w ogóle. zabieram cię gdzieś.
Wstała i gdyby nigdy nic poszła się przebrać. Wyszli razem ze szpitala i pokierowali się najpierw do jego domu, a następnie na „krótki” spacer.
- powiesz coś więcej o sobie? - zapytał.
- mam 18 lat, nieciekawe życie co już wiesz, ogólnie to wszystko jest mi obojętne. - odpowiedziała.



Przez kilka dni uczucie Zayn'a w stosunku do [T.I.] rosło. Codziennie się spotykali w tym samym miejscu – zwykły pagórek na łące, totalne odludzie. Nic specjalnego, jednak dla dziewczyny wiele to znaczyło. Pierwszy raz czuła się dla kogoś ważna.
Siedzieli i jedli truskawki, patrząc na zachód słońca. [T.I.] uwielbiała truskawki tak jak i zachód słońca.
- została ostatnia. - powiedziała [T.I.].
- na pół? - zaproponował Zayn, a ona skinęła głową. Chwycił zębami truskawkę, po czym zbliżył się do twarzy brunetki, a ta ugryzła kawałek. - słodko.
- tak. - zaśmiała się. Miała piękny uśmiech.
- to słodsze. - powiedział i musnął delikatnie jej wargę. Teraz był pewien, że znaczy dla niego więcej niż ktokolwiek.
- Zayn... - mruknęła zmieszana.
- przepraszam. - odpowiedział.
- nie, nie o to chodzi. - powiedziała i wstała łapiąc się za głowę. - niedobrze mi, zawieziesz mnie do szpitala?



Wiedziała, że do koniec. Jednak on wierzył, że wszystko będzie dobrze. Liczył na cud, na coś, czego nie da się spełnić.
- obiecasz coś? - mruknęła cicho, ledwo mając siłę, by otworzyć usta.
- jasne, dla ciebie wszystko. - szeptał trzymając dłoń dziewczyny przy swoich ustach.
- będziesz żył dalej, będziesz cieszył się życiem i znajdziesz sobie kogoś. - powiedziała, patrząc w sufit. - żyj tak, jakbyś mnie nie poznał.
- nie. - odparł.
- obiecaj. - powtórzyła. - jeśli mi obiecasz, umrę szczęśliwa.
- nie umrzesz.
- to koniec, Zayn. - odpowiedziała. - ledwo oddycham, ledwo mówię, przecież ja czuję, że za chwilę mnie tu nie będzie.
- będziesz.
- dziękuję, że przy mnie byłeś. sprawiłeś, że byłam najszczęśliwsza na świecie. - odpowiedziała i pomiziała go po policzku. Nawet nie wiedział kiedy znalazły się na nim łzy.
- nic takiego nie zrobiłem, po prostu cię kocham...
- byłeś i kochałeś mnie, to jest wystarczająco dużo. - odpowiedziała blado uśmiechając się, a mulat przytulił ją z całej siły i rozpłakał się jak dziecko.
- nie zostawiaj mnie. - mówił płacząc.
- nie zostawię. - zapewniła. - będę na zawsze w twoim sercu.
Chłopak odsunął się od niej. Teraz to i on poczuł, że ona odchodzi.
- obiecuję. - odparł i ostatni raz ją pocałował. Ponownie blado się uśmiechnęła, i szepcząc ciche „kocham cię”, przymknęła oczy.
- ja ciebie też, skarbie. - szepnął równie cicho i ponownie ją przytulił. Odeszła w jego ramionach. Odeszła, będąc najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. / Mrs. Stylinson

1 komentarz: